środa, 17 czerwca 2015

Czy praca może być hobby? Doświadczenie z odchudzaniem :)

Jak szłam na rozmowę kwalifikacyjną na Wydziale Fizyki to cały czas się pukałam w głowę co ja tak naprawdę wyprawiam??? Ok chcę być nauczycielem, chcę pracować z dziećmi ale serio fizyka??? Czy ja chcę uczyć fizyki? Moja mama powtarzała, że dam radę i w sumie o dziwo była największym wsparciem w moich bolączkach z tamtego okresu, bo ja najchętniej poddałabym się i wróciła do domu. Bo niby co pokażę Dziekanowi, Prodziekanowi czy kto tam jeszcze będzie w komisji rekrutacyjnej? Tróję na świadectwie maturalnym z fizyki. Kogo obchodzi, że to mocna trójka jak powiedziała moja super sorka z LO. Jak przyjdą inni (może i z mniejszą wiedzą ale z wyższymi stopniami), lepsi. Wierzcie mi nerwa miałam okropnego. Czekałam pod salą jak na skazanie. Aż weszłam do środka. Trzy osoby w komisji - mój jak się później okazało rewelacyjny Sor od matmy (z którym na żagle co rok później jeździłam i to on zaraził mnie miłością do żagli :)) Profesor Dziekan (przerażający fanatyk fizyki, który okazał się rewelacyjnym człowiekiem i dziekanem) i pani Psycholog (później jako jedyna miałam u niej na zajęciach 6 choć nie było takiego stopnia na studiach :D). Stanęłam przed tym zacnym gronem i zaczęłam rozwiązywać zadania a później je pokazywać, tłumaczyć. Na koniec rozmowa i pada pytanie, którego się tak bałam: "Ale czemu Pani przyszła na nasz wydział mając 3 z fizyki?" Zonk i szybka odpowiedź: " Żeby się jej wreszcie nauczyć" :D Domyślacie się reakcji. Cała trójka nie mogła powstrzymać śmiechu, aż zarządzili przerwę po mnie nie mogąc się uspokoić, I tak oto zapamiętana zostałam zanim zaczęłam studia. Trafiłam na tę nieszczęsną fizykę. O matko nawet jej nie lubiłam :( Co było robić? Tylko 8h fizyki w tygodniu, 6h matematyki. Do tego zajęcia z psychologii, socjologii etc. Pracownia fizyczna i dydaktyka fizyki - które uwielbiałam choć na pracowni łatwo nie było. Mega stres i obrona mgr. Pochwalę się, że licencjat obroniła dwunastka ( z 60 przyjętych) a mgr piątka. Miło było znaleźć się w tej piatce :D A teraz? Teraz nie wyobrażam sobie życia bez fizyki :) Niby siedzę w domu (tak tak uwierzcie dla wielu znajomych siedzę i pachnę całe dnie nic nie robiąc) a ja tak nie umiem. Stąd moja przygoda z zajęciami dla dzieci. Od czterech lat regularnie propaguję fizykę wśród najmłodszych - mam zajęcia w przedszkolach, w klubach czy obecnie w Nadwiślańskim Uniwersytecie Dziecięcym. Choć szczerze nawet gdybym siedziała w domku i nie miała żadnych zajęć to na brak pracy bym nie narzekała - bo przecie ani samo się nie ugotuje, nie upierze, nie uprasuje a dzieci same nie odwiozą się na zajęcia te czy następne. To tak dla tych, co uważają, że kobieta na wychowawczym nic nie robi :)

Z tej mojej pasji powstał cykl doświadczeń dla najmłodszych u mnie na blogu TU, który od lat powiększam jak tylko jest czas.

I to jest i moja praca i moje hobby to prawdziwe, które kocham całym sercem. Biżutki, scrapy to jest dodatek do mojego prawdziwego ja. 

Dziś pokażę kolejne doświadczenie dla dzieci.

Temat doświadczenia: Odchudzanie na wodę

Materiały: szklanka, kieliszek, woda, ludzik Lego

Cel doświadczenia: Zwracamy uwagę na różne środowiska, w których znajdują się przedmioty, wspólna zabawa z dzieckiem

Przebieg doświadczenia:

( z zajęć z moimi przedszkolakami)

Przygotowujemy kieliszek, do którego wlewamy wodę i wkładamy naszego ludzika.



Ludzik robi się krótki i gruby ( a mówią, że woda pomaga w odchudzaniu kłamcy :D)

Następnie wlewamy wodę z kieliszka do szklanki, dolewamy wody i wkładamy pusty kieliszek do środka a do niego ludzika.



Tym razem mamy odchudzonego ludzika :) Woda jednak działa cuda :P

Dzieciom najprościej wytłumaczyć to doświadczenie efektem złudzenia optycznego i zjawiskiem załamania światła, które musi pokonać różne środowiska. A podczas tych przejść zmienia swój kierunek rozchodzenia się. I przez to w zależności jaką drogę pokonuję światło może dać efekt powiększenia lub pomniejszenia ludzika.

Dlaczego powstał ten post? Po pierwsze już od pewnego czasu obiecałam Wam nowe doświadczenie i tak mi schodziło. Po drugie nie mogłam przejść obojętnie obok wyzwania Diabelskiego Młyna pt. "HOBBY" i pokazać co naprawdę lubię :)


Na koniec pokażę jeszcze zdjęć z różnych spotkań z fizyką, które miały miejsce  :)












I z moimi łobuziakami - jak ten czas szybko leci a oni tak rosną szybko




Pozdrawiam wszystkich.

10 komentarzy:

  1. No to mnie teraz zaskoczyłaś swoim prawdziwym zawodem, serio!
    Ale tak pozytywnie - i to, że tak bardzo ją polubiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D a widzisz nawet ja potrafię zaskoczyć :) ale rozumiem bo wszyscy znajomi pukali się w głowę - fizyka i biżu... :P

      Usuń
  2. coś czuję, że kryjesz w sobie jeszcze więcej tajemnic, którymi bym się zdziwiła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Madziu no wiem :) mało kto lubi fizykę :D

      Usuń
  4. Super! Podziwiam i zazdroszcze, ze jeszcze masz czas i sile na cos takiego;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu w sumie czasem się zastanawiam skąd ten czas i siły ale lubię to i chyba to jest odpowiedź na te bolączki :P

      Usuń
  5. o kurczę, ale ja zazdroszczę Twoim wychowankom takiej nauczycielki :) u mnie fizyka to była zawsze porażka, mimo że zdawałam na maturze, to nigdy jej do końca nie zrozumiałam, bo właśnie brakowało mi takich praktycznych doświadczeń :) bardzo dziękuję za udział w wyzwaniu Diabelskiego Młyna :)

    OdpowiedzUsuń